środa, 2 stycznia 2013

[01] Hello UK


Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która nie odnajduje się na tym świecie, ale czasami uważam, że jednak moje przypuszczenia się nie sprawdzają.
* * *
- Jezu, ale oni są słodcy! – powiedziała dzisiejszego popołudnia moja przyjaciółka, Eliza – Tylko na nich popatrz! – położyła laptopa na moich kolanach pokazując mi zdjęcie pięciu chłopaków. Wzruszyłam ramionami i oddałam jej urządzenie. Nie lubiłam takich ludzi, są sztuczni i wykreowani przez media.
- Nie mów, że ci się nie podobają! – blondynka spojrzała na mnie z wyrzutem – Już ci mówiłam, ten Bob Jovi jest dla ciebie za stary!
- Bon Jovi – poprawiłam ją i wstałam z łóżka na którym siedziałyśmy. Szczerze to nie miałam pojęcia kim byli kolesie ze zdjęcia, ale wiedziałam, że są sławni. Kojarzyłam ich skądś. Może z telewizji? Chyba są aktorami, tak mi się wydaje. Nieważne, w sumie – kogo to obchodzi?
- Charlie! – usłyszałam głos mojej rodzicielki docierający z przedpokoju. Mama? Co ona robi w domu? No oprócz tego, że tu mieszka. Przecież zawsze wraca w nocy.
- Słucham? – uśmiechnęłam się do niej i oglądnęłam od stóp do głów. Miała na sobie obcisłą i skórzaną sukienkę w kolorze czarnym i szpilki na platformie z YLS. Jej farbowane blond włosy, które sięgały do pasa, teraz były rozpuszczone, a na jej ustach gościł czerwony kolor. – Jezu, gdzie ty się tak wystroiłaś?
- Miałam spotkanie – uśmiechnęła się czarująco i zaczęła szukać czegoś w kopertówce – Słuchaj, masz jakieś plany na grudzie?
Pokręciłam głową i czekałam na to co zamierzała mi powiedzieć. „To dobrze, bo jedziemy do Angli. Spędzimy tam cały miesiąc. Więc pakuj się, wylatujemy za cztery godziny!” – usłyszałam z jej ust. Zdziwiłam się, i to bardzo. Mama zawsze wolała spędzać święta tutaj, w Polsce. Nic nie mówiąc pokiwałam głową i wróciłam do pokoju.
* * *
- Nie mogę uwierzyć, że lecisz do Londynu! – Eliza rzuciła się na mnie gdy ubierałam bluzę z napisem ‘HIPSTA PLEASE’, wywalając nas przy tym na ziemie. Zaśmiałam się i spojrzałam w jej mocno niebieskie tęczówki. Kochałam ją, była dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką, była moją siostrą. Mimo tego, że nasze charaktery były tak bardzo odmienne, to dopełniałyśmy się. Razem tworzyłyśmy całość.
- Jak chcesz możesz jechać ze mną – wyszczerzyłam się przytulając ją do siebie
- Rodzice mi nie pozwolą, wiesz jacy oni są. Poza tym muszę pomóc mamie przy świętach i rocznicy rodziców. – zaśmiała się odgarniając grzywkę z oczy – A może po świętach? Urządzimy sobie najlepszego sylwestra na świecie!
Oczywiście zgodziłam się, nie wyobrażałam sobie dwóch tygodni bez tej szalonej dziewczyny.
- Ej, ale jak spotkasz One Direction to weź mi od nich autograf! – dodała po czym zaczęła śpiewać nieznaną mi piosenkę. Uśmiechnęłam się na ten widok. Widać, że była szczęśliwa, że niczego nie udawała. Nie wiem jak można być tak niesamowitym człowiekiem jak ona.

* * *
Lot trwał trochę ponad dwie godziny. Wychodząc z samolotu prawie się nie wywaliłam, zakładam, że to przez to, że jest druga nad ranem, a ja w ogóle nie spałam. Nienawidzę samolotów, to jest najgorsze co może być. No ale jak mus to mus.
Moi rodzice zostawili mnie, bezradną szesnastolatkę, która ze swoim niesamowicie seksownym brytyjskim akcentem i zdolnością do posługiwania się biegle tym językiem da sobie radę sama w tym pięknym kraju, na pastwę losu w samym centrum zatłoczonego lotniska. Nie wiedziałam co się dzieje, byłam za bardzo zmęczona. Kiedy znalazłam wolne miejsce na ławce stojącej pod ścianą na której widniał wielki ekran, który wyświetlał godziny przylotów i odlotów samolotów, położyłam się na niej i po kilku sekundach byłam w krainie Morfeusza




Tak, wiem. Krótkie, i to bardzo. Przysięgam, że dalsze rozdziały są co najmniej dwa razy dłuższe :)
Dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia!
10 komentarzy - następny rozdział! :)